Jak zamontować oświetlenie ogrodowe?

Przede wszystkim, należy to zrobić z głową ;) Przyda się także dobry plan i niewielka wiedza o elektryce. Ale po kolei.

 

Po pierwsze, napięcie; jeśli decydujemy się na niskie, do 24V, nie ma problemu – przewód możemy poprowadzić właściwie w dowolny sposób, licząc przy tym, że sami nie natrafimy na niego kopaczką, albo nie przegryzie go kret, czy inna żaba. No, ok, z żabą to była lekka przesada. Ale może teściowa? Przecież ma zęby, niekiedy nawet na miejscu. Na wszelki wypadek, dobrze jest umieścić nasz kabelek w specjalnej rurce, czyli tak zwanym peszlu.

 

Inaczej wygląda sprawa, jeśli mamy do czynienia z napięciem 230V. Tu zaczynają się schody, bowiem istnieją dokładne wytyczne co do miejsca, w jakim przewody nie powinny się znaleźć - na przykład bezpośrednie sąsiedztwo dużych drzew, czy fundamentów. Musimy też pozostawić przynajmniej 80 cm odstępu od sieci wodociągowej. Kabelki należy zakopać przynajmniej 70 cm pod powierzchnią, a na wypadek, gdybyśmy zagubili gdzieś dokumentację, albo sprzedali działkę i ktoś nieświadomy zacząłby gmerać w ziemi, 30 cm nad przewodem musimy zakopać niebieską taśmę ostrzegawczą.

 

Po drugie, rodzaj kabla. Powinien to być specjalny kabel, o odporności napięciowej izolacji 1 kV (symbol YKY) i przekroju żył przynajmniej 2,5 mm2. Kable kładziemy po liniach prostych, unikając fantazyjnych łuków i pójścia na skróty, które może okazać się bardzo kosztownym rozwiązaniem, mimo sprytnego oszczędzenia pół metra kabla.

Teraz pytanie, czy chcemy mieć jeden obwód? Jeśli użyjemy kabla trójżyłowego, w zupełności wystarczy nam to d szczęścia, pod warunkiem, że chcemy mieć jeden obwód. Alle jeśli zdecydujemy się na kabel pięciożyłowy, możemy zyskać trzy niezależne obwody, co daje znacznie więcej możliwości aranżacji (lub oszczędzania na oświetleniu, bo nie zawsze musimy włączać wszystkie trzy obwody).

 

I po trzecie, automatyka. Co prawda, naciśniecie psrtyczka na ścianie nie jest szczególnym wysiłkiem, ale miło jest do pewnego stopnia zautomatyzować oświetlenie ogrodu, choćby po to, żeby nie musieć odrywać się od grilla, czy milej rozmowy, a jednocześnie móc trafić do domu, nie potykając się o porzucone w trawie grabie. Wtedy przyda nam się czujnik zmierzchowy, zamontowany w takim miejscu, żeby nie padało ba niego światło włączone przez nas np. na ganku. Fajnym bajerem jest też automatycznie włączane podświetlenie alejki, kiedy włączymy otwieranie furtki dla gości -na pewno będą pod wrażeniem.